Wokół nosidełek klasycznych narosło wiele mitów, które nie zawsze mają pokrycie w rzeczywistości. Czy faktycznie nosidełka to „zwisadełka” miażdżące krocze niemowlęcia i niezapewniające zdrowej, fizjologicznej postawy młodego ciałka? Obalamy mity na temat nosidełek
Współczesne nosidełka – nad wyrost określane jako sztywne – w niczym nie przypominają twardych pancerzy, ograniczających możliwość dopasowania do kształtu dziecka. Większość modeli dostępnych na dzisiejszym rynku to nosidełka miękkie, które umożliwiają pełne dostosowanie do najbardziej optymalnego kształtu zarówno dziecka, jak i rodzica. Służy temu kompleksowa, intuicyjna i łatwa w obsłudze regulacja pasów, szelek i zatrzasków, pozwalająca bezpiecznie i komfortowo nosić malucha.
Miażdżenie krocza to kolejny straszak. Nowoczesne nosidełka pozwalają na równomierne rozprowadzenie ciężaru maluszka dzięki czemu zarówno kroczu jak i spojeniu łonowemu nie grozi nic złego. W dodatku siedziska są na tyle szerokie i miękkie, że dziecko nie ma prawa na nim wisieć. Regulacja w nosidełku służy właśnie temu żeby odpowiednio dopasować je do ciałka dziecka i do osoby noszącej.
Decydując się na dobrej jakości i atestowane nosidełko najczęściej mamy do czynienia z szerokimi i miękkimi siedziskami, które zapewniają odpowiednie odwiedzenie i zgięcie bioderek bobasa pod właściwym kątem.
W zależności od wieku dziecka większość porządnych nosidełek zapewnia bezpieczeństwo główki i karku noszonego. W tym celu niektóre modele posiadają specjalne daszki i podparcia na poziomie główki, które zapewniają jej stabilność i przy okazji chronią przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi.
Pozycja noszenia przodem do świata jest wykorzystywana jako sztandarowy przykład złego wykorzystania nosidełek. Przeciwnicy tego sposobu noszenia zapominają o tym, że taka forma przeznaczona jest dla niemowląt powyżej 8 miesiąca życia gdy ich fizjologia pozwala na podróżowanie tyłem do rodzica. Zdrowe malec w tym wieku potrafi już samodzielnie siedzieć, utrzymać główkę i nic nie stoi na przeszkodzie aby mógł podróżować tyłem do rodzica. Argumenty miłośników noszenia w chustach opierają się również na szkodliwości wynikającej z nadmiaru bodźców. Jednak w wśród atutów swojej metody noszenia dopatrują się niepodważalnych korzyści wynikających z tego, że „maluch w chuście aktywnie uczestniczy w życiu mamy lub taty: widzi to, co oni widzą, słyszy to, co oni słyszą [...] Patrząc na świat z pewnej wysokości czują, że do niego należą.” Negując pozycję przodem do świata jednocześnie niekonsekwentnie pochwalają jej zbawienny wpływ na rozwój psychofizyczny, emocjonalny i samopoczucie najmłodszych pociech.
Źródło: www.magazyn.netmama.pl

















kiedys dostalam taka ulotke od jakiejs kobiety, centralnie na ulicy mnie zaatakowala krzyczac, ze robie krzywde swojemu dziecku (nosilam w nosidelku)
smiac mi sie chcialo z mezem ale na spokojnie jej wytlumaczylismy to co mowila nam nasza pani doktor, mniej wiecej to samo co jest w tym tekscie – ze nosidelka sa bezpieczniejsze od chust